Nie możesz teraz tego zrobić

Opowieść o tym, jak Wasza Ardea porwała się na coś, co mogło jej przyjść do głowy już dawno temu, o ciekawych prezentach, zimnie poniżej mojej skali „ojej, jest mróz! Cudownie!” i zwierzątku przynoszącym szczęście hotelowi i jego gościom 😊

Zacznę może od początku: pewnego dnia po zobaczeniu jakiejś reklamy na Facebook’u postanowiłam: zrobię małżowi swemu osobistemu duży prezent na Walentynki! I tak oto rozpoczęło się poszukiwanie hotelu na romantyczny weekend. Ale że niestety nie mam stałej pracy i rzadko udaje mi się coś zarobić (ciężkie życie artysty 😊), więc cena była jednym z głównych kryteriów przy wyborze hotelu. Co więcej? Na pewno cicha okolica, poza miastem oraz bliskość od nas. Bo jadąc tylko na weekend bez sensu byłoby spędzić parę godzin w podróży. Kilka dodatkowych kryteriów i tak oto trafiłam na Perłę Beskidu. No, może niekoniecznie od razu ją wybrałam. Codziennie przez te cztery dni szukania pokoju, Perła co i rusz pojawiała się w wynikach wyszukiwania i reklamach. Powracała w pamięci… Plułam sobie w brodę, że tak późno wpadłam na pomysł z weekendem- bo Walentynki=zajęte terminy… No wiecie o co chodzi. I tu kolejny raz Perła Beskidu przybyła na ratunek. Co prawda tydzień po Walentynkach, ale co to zmienia 😊 Okej, już przechodzę dalej 😀 Ale wiecie, jak ja kocham pisać…

Perła Beskidu to niewielki hotelik położony w Ustroniu na zboczu góry Równica. Okna budynku wychodzą głównie na wschód i zachód – od wschodu Równica, od zachodu widok na m.in. Czantorię i panoramę Ustronia. Nam trafił się przytulny pokoik nr 27 od zachodniej strony. Ale o tym za chwilę.

Strona hotelu jest bardzo przejrzysta, okraszona pięknymi zdjęciami. Szata graficzna jest spójna, łagodna, idealnie pasująca do tego miejsca. Być może to również zadecydowało o moim wyborze, bo jestem wzrokowcem. Tak więc – brawo Wy! 😊

Kontakt telefoniczny szybki i dobry. Ja jako introwertyk nienawidzący rozmów telefonicznych, czułam się niezwykle swobodnie w rozmowie z miłą panią z recepcji. Kontakt z personelem zarówno przez telefon i na żywo na wysokim poziomie – rzeczowe odpowiedzi na moje pytania, miły ton wypowiedzi, żadnego zatajania informacji o dodatkowych opłatach czy braku pewnych rzeczy w cenie naszego pakietu.

Noclegi wybrałam po wcześniejszym kontakcie telefonicznym. Po tym otrzymałam na maila plik z dokumentem rezerwacji i regulaminem płatności i pobytu. Dodatkowo otrzymałam informacje na temat zabiegów w SPA nieujętych w wybranym przeze mnie pakiecie. Dla potwierdzenia rezerwacji wymagana była zaliczka wpłacona w ciągu trzech dni od zawarcia umowy. Brzmi skomplikowanie? Tak naprawdę wystarczyło jakieś 10 minut i pokój na weekend już był nasz! 😊

Droga z Żor do Ustronia to około pół godziny drogi. Idealnie! Mimo tak bliskiego sąsiedztwa obu miast klimat dość znacznie różnił się od żorskiego. Było bardzo mroźnie! Idealna temperatura dla narciarzy, którzy głównie z tego powodu pojawiali się w Ustroniu. Niestety u mnie odwiedziny Równicy skończyły się chorymi zatokami. A przecież tak kocham mróz!

Meldowanie się do pokoju przebiegło równie sprawnie co jego rezerwacja. Jedyne co musiałam zrobić to wypełnić kartę pobytu. Zamiast standardowych kluczy dostaliśmy kartę magnetyczną, którą można było otworzyć drzwi naszego pokoju, ale i „aktywować dostęp” do prądu wewnątrz niego. Świetne rozwiązanie dla oszczędności, kiedy wychodząc zapomnimy wyłączyć telewizor czy zgasić światło.

Perła Beskidu ma dwa piętra wzwyż (pokoje) i jedno poniżej parteru (restauracja). Nasz pokój znajdował się na drugim piętrze, niemalże pośrodku budynku. Przyłożyć magnetyczną kartę i wejść – jakie to proste! Pokoik, jaki wybrał dla nas hotel był PRZEPIĘKNY!

Meble wykonane chyba z drewna sosnowego (ale wciąż nie jestem pewna), idealnie współgrały z kwiatowymi akcentami na obrusie i zasłonach. Na pozór białe ściany upstrzone były plamkami w różnych odcieniach beżu. Do tego stylowe kwadratowe klosze na lampkach i neutralna biała pościel. Łazienka należąca do pokoju była malutka, ale niesamowicie dobrze rozplanowana przez co będąc w środku miało się wrażenie, że pomieszczenie jest nieco większe. Bardzo spodobał mi się pomysł na zabudowę części toalety i ciekawy brodzik pod prysznicem.

Wracając do pokoju: na wyposażeniu znalazł się m.in. telewizor na wysięgniku, trzy ręczniki, czajnik elektryczny z dwoma kubkami i łyżeczkami, piękne lustro i mały, ale równie uroczy co reszta – balkonik. Nasz własny balkonik z widokiem na Czantorię, wzgórza i panoramę Ustronia 😊 Cały pokój i łazienka – ba! cały hotel – były bardzo czyste. Styl mebli w pokoju umożliwiał łatwe utrzymanie czystości. Żadnego kurzu, żadnych zacieków na szybie czy lustrach – lux, proszę Państwa 😊

Przejdźmy do kwestii posiłków. To właśnie przy pierwszej obiadokolacji wpadłam na pomysł napisania tej recenzji. Tak pysznych rzeczy na wyjeździe już bardzo dawno nie jadłam. Wszystkie produkty BARDZO (i tu nie ma przesady) dobrej jakości i w bardzo sowitych porcjach. Różnorodność szwedzkiego stołu podczas śniadań sprawiała, że oczka błyszczały mi się z zachwytu. Najbardziej zachwyciła mnie rolada drobiowa z sosem ziołowym i zawijane… coś… chyba było to ciasto szpinakowe z zawiniętym wewnątrz niego łososiem i białym serkiem. Paluszki lizać! Naprawdę bardzo żałuję, że wstydziłam się poprosić szefową kuchni o przepis. Ale… może to i lepiej. Niech to zostanie sekretnym daniem w sekretnym miejscu 😊

Ale, ale. Jedzenie to nie wszystko – bardzo spodobał mi się klimat i wystrój restauracji. Mnóstwo lusterek stylizowanych drewnianych skrzynek na ścianach i delikatne różowe tulipany na stołach.

Ciężko jest to wszystko opisać… Mnóstwo niuansów opuściłam, jak na przykład dwa puchate czarne koty wędrujące dookoła hotelu, piękne halo dookoła słońca, pajączek przynoszący szczęście i pieniądze (mi przyniósł w trakcie pobytu nowe duże zlecenie na ilustracje do książki!). Powinnam jeszcze opisać SPA, ale tę przyjemność zostawiłam tylko mężowi. On to po powrocie do pokoju stwierdził: „Ale było super! Żałuj, że nie byłaś!” – i jak to opisać? 😀

Jak recenzja, to znajdźmy i jakieś rzeczy do poprawienia. Ale uwierzcie mi… musiałam się mocno wysilić, żeby uznać je za minusy, bo nawet takie niuanse nie zmienią mojej opinii o Perle 😊

Przede wszystkim brak żelu pod prysznic. Co prawda były mydełka, ale… Z ciekawości czytałam kryteria przyznawania gwiazdek hotelowych i gdyby tylko Perła Beskidu zapewniła ten „luksus” w łazience, to mogłaby zawalczyć o dwie pierwsze gwiazdki. Z tym że pamiętajcie, iż nie zawsze ilość gwiazdek idzie w parze z jakością hotelu. Perła i bez nich świetnie sobie radzi, więc to takie narzekanie na siłę.

Kolejnym minusem był dość mocno rozklekotany stolik w pokoju. I tu w zasadzi nie ma co więcej komentować. Następną wadą jest niebezpiecznie śliska posadzka vel brodzik pod prysznicem. Jestem osobą dość nieporadną (haha.), ale mogę sobie wyobrazić, jak wyglądałoby użytkowanie łazienki przez gości z dziećmi (których to nie brakowało). Sugeruję położyć na płytkach jakieś antypoślizgowe maty i już wszystko będzie w porządku.

Ostatnim minusem będą… ogromne porcje obiadowe. Ale czy ja wiem czy to taki minus? 😊

 

Przygotujcie się na świetny pobyt w ciepłej rodzinnej atmosferze – w tym sekretnym miejscu u stóp Równicy.

 

Więcej informacji znajdziecie na stronie hotelu

Dużo fajnych rzeczy jest też na stronie FB Perły Beskidu

Leave a comment