Nie możesz teraz tego zrobić

To już drugi raz, kiedy piszę recenzję płyty po koncercie danego zespołu. I zastanawiam się… czy to dobrze? Czy moja opinia nie będzie przez to jeszcze bardziej subiektywna (wiem, wiem, opinie z reguły są subiektywne)? Szczerze mówiąc – płyty traktuję jako dodatek do koncertu. Są one namiastką tego co czasem nie jest dane nam usłyszeć na żywo. Mnie tym razem się udało. Jesteście ciekawi do jakich krain zabrała mnie płyta „We Suffer in Silence”?

Grupa Writing the Future powstała na początku 2010 roku. Ta czwórka chłopaków ze Szwecji to ucieleśnienie energii, pasji i bardzo przyjacielskiego nastawienia do swoich fanów. Ot, takie „Miśki” 😊 W ich muzyce królują ciężkie brzmienia połączone z delikatniejszymi wstawkami elektronicznymi i klasycznymi. W swoich tekstach zawierają emocje, doświadczenia z własnego życia i przemyślenia na temat tego co było i co będzie.

Okładka płyty jest mało skomplikowana, ale jakże dobitna w przekazie. Męskie dłonie wynurzające się z ciemności niczym zombie i niemal duszące młodą dziewczynę stojącą na środku. Widać, że bardzo próbuje uwolnić się od dręczących ją myśli, chce to wykrzyczeć… A może nie? Może właśnie oplatające ją dłonie symbolizują jej paniczną chęć zatrzymania tylko dla siebie swoich emocji. Grafika niby oczywista, a jednak nie do końca.

Wewnątrz digi-packa znajdziemy książeczkę z, m.in., testami i oczywiście płytą. Bardzo podoba mi się jej zadrukowana część – ma chropowatą fakturę. Po dotknięciu opuszkami palców i przy zamkniętych oczach niemal czuć ten brud myśli połączony z niepokojem. Moim zdaniem – genialny zabieg sensoryczny.

A teraz coś, co z dodatków do płyt zespołów metalowych lubię najbardziej – książeczka z tekstami. Bardzo często przydaje się w momencie, kiedy wokalista używa growlu albo innych wyjątkowo… intensywnych rodzajów śpiewu 😊 Tym razem najbardziej zaciekawił mnie wstęp napisany przez Rasmusa Löhaja, wokalistę Writing the Future. Mężczyzna opisuje w nim historię powstania piosenek, które znalazły się na krążku. Wspomina również o dwojakim znaczeniu tekstów i zawiera łapiący za serce przekaz skierowany do słuchaczy. Nieco niepotrzebnie przeczytałam wstęp przed napisaniem recenzji (bo pewnie przez to będzie trochę ukierunkowana), ale bardzo lubię większą ilość tekstu w tego typu dodatkach.  No po prostu nie mogłam się oprzeć!

Niestety nie podobają mi się dwie rzeczy, a mianowicie wielkość i styl czcionki. Jeśli chciałoby się na szybko znaleźć jakiś fragment utworu, to chyba trzeba by szukać z lupą 😊 Przez użytą czcionkę niektóre słowa na pierwszy rzut oka mogą być słabo czytelne.

Usiądźcie teraz wygodnie, czytelnicy. Opowiem wam historię zasłyszaną w odległych szwedzkich krainach. Poznaną w małym miasteczku z wiekowym domkiem i dębem. Wiecie, tam, gdzie wielki orzeł uwił sobie gniazdo.

*

Był wieczór. W oknie od strony dębu paliło się światło świecy. W rogu framugi uchylonego okna siedział zwinięty w kłębek chłopiec. Przyciskał mocno do siebie pluszowego liska. Maskotka była połatana w wielu miejscach, wypłowiała, brakowało jej jednego oka. Drugie zostało zastąpione guziczkiem. Widać, że lisek niejedno już przeszedł.

Nikolas pociągnął nosem i otarł łezkę z policzka. Dziś były jego dziewiąte urodziny. Nikt nie zaśpiewał mu nawet „Sto lat”, nie mówiąc już o prezentach. W zeszłym roku dostał szmatę do mycia podłogi w swoim pokoju – nie był to prezent marzeń, ale jednak był… Całe dnie zmagał się z obojętnością ze strony rodziny. Nie miał również znajomych w szkole, bo nie wpisywał się w przyjęte przez nich „normy” zainteresowań. Uwielbiał podążać za orłami ukrytymi wśród konarów drzew, oglądać samotnie zorzę polarną sunącą leniwie po niebie i śpiewać wymyślone przez siebie piosenki drzewom. Ale przede wszystkim miał wielką wyobraźnię. To ona pomagała mu przetrwać najgorsze chwile. Chwile, których doświadczał na każdym kroku…

Trzask drzwi i szybkie kroki.

Nikolas!

Chłopiec upuszcza liska na podłogę.

Słyszy krzyki matki, ale jakby z oddali. Po policzku spływa strumyk łez, ale Nikolas bohatersko zaciska usta – nie wydobędzie z niego ani pisku.

Matka szarpie chłopca za ramię, prowadzi w stronę drzwi. On próbuje się wyswobodzić, woła, prosi, by pozwoliła mu wziąć ze sobą liska.

– Chcesz swojego zapchlonego przyjaciela, tak? To masz.

Odgłos dartek tkaniny. Wata wysypująca się z wnętrza jak pióra z obdzieranej gęsi.

Przeraźliwy krzyk dziecka.

– Nie!!!

Nikt go nie słyszy… Stracił swojego najbliższego przyjaciela i dostał w zamian cios prosto w ramię.

Nikolas nie wytrzymał – schwycił resztki ukochanego liska i nim matka zdążyła zaprotestować, wyskoczył przez okno. Biegł, ile sił w nogach przed siebie. Nie wiedział dokąd, nie wiedział po co – byle dalej od znienawidzonej rodziny. Nienawidził matki z całych sił… Nie potrafił jej tego wykrzyczeć prosto w twarz, coś go powstrzymywało…

Chłopiec zatrzymał się. Nawet nie zauważył, kiedy dobiegł tak daleko w głąb lasu, że nie było już widać nieba z gwiazdami. Jego spodnie były potargane przez gąszcz jeżyn, z drobnych ranek sączyła się krew. Dopiero teraz poczuł jaki jest zmęczony. Lecz nie fizycznie, a…

Przeszedł kilka kroków wprzód i przystanął. Coś było nie tak…

Spazmatyczny płacz rozdarł ciszę lasu. Nikolas biegnąc zgubił resztki swojego pluszaka… Teraz wreszcie dał upust swoim emocjom. Opadł na kolana i zaczął gwałtownie drzeć mech dłońmi. Potok łez żłobił zabrudzoną twarz dziecka. Rzucane w przestrzeń przekleństwa budziły ptaki ze snu. Cierpienie skrywane przez tyle lat sięgnęło zenitu. Teraz był sam, wreszcie mógł wykrzyczeć światu WSZYSTKO. Teraz…

… co zrobić teraz?

Tyle wspomnień, tyle nienawiści, odrzucenia, niezrozumienia… Czy on jest w stanie teraz to unieść?

Nikolas pociągnął nosem. Wbił wzrok w ziemię. W jego oczach czaiło się szaleństwo. Szybki rzut okiem na pobliskie gałęzie.

Palce jakby mimowolnie powędrowały ku butom i zaczęły wyciągać z nich sznurówki…

Drżące dłonie zawiązywały supełki…

Nie rób tego.

– Kto tu jest?!

Nikolas odrzucił od siebie buty i niedoszłe narzędzie śmierci, rozglądał się dookoła. Gęstwę rozjaśniło zielone ciepłe światło.

Oczom chłopca ukazała się kobieta spowita w długą białą suknię. Na falowanych blond włosach spoczywała korona z kwiatów i owoców leśnych. Rysy jej twarzy były delikatne, oczy uśmiechały się. Nieznajoma wyciągnęła obie ręce w stronę Nikolasa.

Nie bój się mnie, Nikolasie. Jam jest Hlín, niosę pocieszenie wszystkim, którzy go potrzebują.
Każde jej słowo spływało na udręczoną duszę Nikolasa niczym stadko puchatych sówek. Czuł, że może jej zaufać. Nie może tak ze sobą skończyć… Co on sobie w ogóle myślał! Co z jego marzeniami? Hlín go wysłucha. Wiedział to.

Podszedł do bogini, powoli, jakby w transie. Wzrok miał utkwiony w jednym punkcie przed sobą, nawet nie podniósł głowy, by spojrzeć prosto w dobrotliwe oblicze Hlín. Sięgał jej ledwo do pasa… Nie czekając dłużej przytulił się mocno do kobiety. Wreszcie poczuł matczyną miłość, której tak bardzo mu brakowało przez tyle lat.

Opowiesz mi swoją historię? – zapytała łagodnie Hlín.

Chłopiec skinął głową. Usiedli na pobliskim pniu, bogini otoczyła ramieniem łkające ciałko Nikolasa.

– Wszystko zaczęło się, kiedy miałem trzy lata… albo wcześniej? Tego nie pamiętam… Ale pamiętam bardzo dokładnie każde złe słowo i gest…

*

Utwory, które znalazły się na płycie „We Suffer in Silence” są przepełnione emocjami. Jest to mieszanka amoku, cierpienia, nadziei na lepsze jutro. Mogą służyć za uspokajanie duszy. Nie można obok nich przejść obojętnie dzięki idealnie wyważonym ciężkim brzmieniom i elektronicznymi/klasycznymi wstawkami. Niesamowite są zdolności wokalne Rasmusa – w jednej chwili potrafi przejść od drążącego mózg growlu do wyższych i melodyjnych partii. Pozostali członkowie zespołu idealnie ze sobą współgrają pod względem umiejętności i energii. Tradycyjnie starałam się wybrać najbardziej epicki utwór. Myślę, że będzie to piosenka „Echoes”. Nie skłamię, kiedy napiszę, że ciężko było mi zasnąć przez kilka nocy, bo cały czas kołatał mi się w głowie jej refren. Płytę polecam słuchać na dobrych słuchawkach, nie za głośno, żeby można było wyłapać wszelkie niuanse. Za każdym odsłuchem można odkryć coś nowego. Album polecam fanom ciekawych rozwiązań melodycznych w metalu. Polecam również, jeśli będziecie mieć możliwość, pójść na koncert Writing the Future i posłuchać tych samych utworów na żywo. Można powiedzieć, że wtedy z ich piosenek uchodzi cała energia. Natomiast słuchanie płyty w domu jest chwilą refleksji.

A co dalej z Nikolasem? Pozostawię tę historię niedokończoną. Niech każdy znajdzie swoją własną Hlín. Może w muzyce, może w naturze, a może w marzeniach?

Bo przecież my sami piszemy swoją przyszłość.

Writing the Future – „We Suffer in Silence”

  1. Therapist
  2. Sick of You
  3. Echoes
  4. Let go
  5. Eivol
  6. Suffer in Silence (bridge)
  7. The Eternal Chase for the Big Dream
  8. Run
  9. Til the Last Petal Falls
  10. Nausea
  11. Dear Mom

 

Więcej o zespole dowiecie się z ich strony na Facebook’u

Leave a comment