Nie możesz teraz tego zrobić

Jakoś tak się złożyło, że te bardziej wymagające płyty trafiają mi się zawsze pod koniec roku. Ostatnim takim wydawnictwem, które mnie zachwyciło, była płyta Chainsaw „The Last Crusade”. No cóż… Pora, żeby kolejna płyta zajęła najwyższe miejsce w moim osobistym rankingu „Płyta Roku”. W tym miejscu ostrzegam Was czytelnicy – czy jesteście gotowi podjąć wędrówkę w otchłań swojej duszy i spotkać się twarzą w twarz z samą Gają?…

Zespół Rise to Fall powstał w 2006 roku w północnej Hiszpanii. Swoją muzykę określają mianem melodic death metalu, jednak uważam, że idealnie pasują również do muzyki typu soundtracki (no wiecie, ta genialna muzyka pojawiająca się w filmach czy grach wideo). „Into Zero” jest ich czwartym albumem. Mimo, iż słuchałam ich czasami, to nie do końca pasował mi ich styl – za szybko, za intensywnie, za dużo darcia się… Chcecie wiedzieć czemu najnowszy album jest dla mnie takim ewenementem?

Odkąd tylko zespół pochwalił się okładką „Into Zero” na swoim Facebook’u pomyślałam jedno – ona jest PIĘKNA. Płytę kupiłam głównie na prezent dla męża, ale w trakcie zaczęłam się w niej zakochiwać coraz bardziej i bardziej. Nie było dla mnie ważne co znajdę na krążku, liczył się tylko ten kosmiczny design, dla którego chciałam go mieć. Mówi się, żeby nie oceniać książki (no, płyty) po okładce, ale tym razem jaka na zewnątrz, taka i w środku. Digipack powleczony jest lakierem, przez co grafiki nabierają głębi. Przywodzi na myśl luksusowy produkt. Wprawdzie dość rzadko kupuję płyty w wersji pudełkowej, ale zauważyłam, że lakierowane okładki są dość rzadkim zjawiskiem. Kolejną piękną rzeczą są oczywiście arty – nieco geometryczne, tajemnicze, utrzymane w odcieniach srebra i zieleni.

Zapytacie pewnie jak taki płaski kolor można w ogóle nazwać srebrem? Ano można. Te ilustracje wręcz emanują własnym światłem, ma się wrażenie, że zaraz te wszystkie mgławice i planety zaczną się ruszać i krążyć wokół Ciebie…

Widzisz jak przedstawione na powierzchni planety pajęczynki świateł rozbłyskują to mniej, to bardziej. Gdzieś z tyłu głowy słyszysz szept: Pora ruszać…

*

Mijasz planetę za planetą. Otacza Cię pustka, mimo że wokół Ciebie przewijają się pasma gwiazd. Srebrne krople łez zmieniają się w bryłki lodu. Co jakiś czas jedna wpada w atmosferę jakiejś planety i zapala się efektownie niczym kometa.

Opuściłaś to miejsce. Ono nie niosło ze sobą nic dobrego. Kiedyś przed wiekami przygotowałaś je do pokochania przez ludzi, jednak oni zakpili sobie z Twojej pomocy.

Odeszłaś. Jedyne co po Tobie pozostało to nasiona rozsypane w odległych zakątkach planety. Jednak czy człowiek będzie potrafił się nimi zaopiekować, jeśli nawet mnie wygnał?

*

Ziemia. Jeden wielki odpadek dzieła bogów. Zbieranina upadku obyczajów, chciwości, politycznej gry, w którą łapany jest każdy, nawet niewinny człowiek. Każdy chce ten największy kawałek ciasta. Nie dostanie go? Och, nie ma się co martwić – dostanie za wszelką cenę. Oni żądzą twoim przeznaczeniem.

Miasta ze szkła i metalu. Każda ściana pokazuje Twoje oblicze. Nie schowasz się nawet przed samym sobą.

Chcemy coraz więcej. Coraz wyżej pną się te miasta śmierci zatruwając czarnym dymem powietrze, którym do tej pory oddychaliśmy. Ptaki wpadają wprost w oceany pokryte grubą warstwą ropy.

Otwiera się niebo. Na ziemię momentalnie spływa snop światła. To Słońce! Ta cudowna gwiazda, której od tak dawna nie widzieliśmy. Czy to oznacza dla nas nowy świt?

Kap.

Czujesz krople wody na czole. Kroplę, która zaczyna piec jak po ugryzieniu mrówki.

Kap, kap.

Jest ich więcej. Wnet całe miasto spowija ściana deszczu. Ale jeszcze nikt nie wie, że to łzy Gai. Twórczyni wszystkiego opuściła Ziemię, nie mogła już znieść jej mordowania. Zostawiła żyjących na niej ludzi samych sobie.

Wszak przecież tak dobrze radzili sobie bez niej.

Budynki zaczęły się kruszyć. Ze ścian wystawały kikuty zardzewiałych belek. Korozja pojawiła się również na drogach i pojazdach. Rzeki zmieniły się w rwące potoki rudej cuchnącej cieczy.

To był koniec panowania ludzkich potworów.

*

Minęło nieco lat od pamiętnej zagłady cywilizacji. Najsilniejsze jednostki stworzyły nowe klany. Od tamtej pory ludność cofnęła się do czasów przed powstaniem wielkich aglomeracji – bez polityki, bez pieniędzy, bez poprzednich miejsc kultu. Pozostał jedynie krzyż i wiara w Boga (lub czasami bogów), bo ludzie wierzyli, że przecież musi być tam na górze ktoś, kto nie pozwolił im całkiem zginąć i poprowadzi ich tym razem właściwą ścieżką.

Trzeba odbudować wszystko od nowa. Zamknąć szczelnie każdą drogę ucieczki w dawną nienawiść. Egoizmem nie odbudujemy tego co niegdyś było świetnością, a później zmieniło się w gorejące zgliszcza.

– Patrzcie, co znalazłem!

Krzyk mężczyzny wyrwał Cię z zamyślenia. Zerknąłeś na błyszczący zielenią ni to kamień, ni jajo, leżący na dłoniach mężczyzny. Źrenice rozszerzyły Ci się z emocji.

– Wiem, co to jest… – powiedziałeś dotykając opuszkami palców kamień. W uszach zaczęło ci szumieć z podekscytowania.

Znalezisko rozbłysnęło i pokryło się migotliwą pajęczynką.

*

Prawie spadłaś z krzesła, kiedy znaleziony niedawno ładny kamyk zaczął świecić na zielono. Podchodzisz wolno w stronę kominka, na którym leży…

*

Oddajesz cześć bogom w przyleśnej kapliczce. Nagle trzymany przez świętą figurę kamień zaczyna świecić… To dziwne zielone światło sprawia, że chcesz go dotknąć…

*

– Niegdyś mówiło się, że Gaja odchodząc zostawiła trzy nasiona swojej miłości do ludzi. Miała nadzieję, że człowiek zmądrzeje i zaopiekuje się nimi. Wtedy Gaja wróci.

To jest nasza szansa! Za WSZELKĄ cenę musimy sprawić, że powróci magia ziemi i ponownie otoczy nas opieką.

Niestety to nie takie proste… Mity mówią, że każdy jeden człowiek powinien uczynić dobro dla innych i dla swojej planety. Przynajmniej raz. Wtedy na którymś z nasion pojawi się maleńka pajęczynka. Im więcej się ich pojawi, tym większa szansa na wyklucie się pradawnej magii.

*

Powstały szałasy dla bezdomnych i głodnych zwierząt. Podałeś rękę staruszce schodzącej ze stromej ścieżki – poniosłeś dla niej również naręcze ziół.

Pajęczynka na nasionie.

Zaopiekowałeś się chorym. Pomogłeś zbudować dom sąsiadowi.

Pajęczynka się pogłębia.

Wspólnymi siłami uda nam się tego dokonać. Nie możemy sobie pozwolić na te same błędy.

Wybiła godzina zero dla naszej planety Ziemi.

Sadzisz młode drzewa ze swoją córką. Zasiedlacie las różnobarwnymi ptakami i oswojonymi zwierzętami. Niech nauczą się dzikości.

Wiele wysiłku kosztowało nas pokrycie kamieni Gai pajęczynkami.

Udało się!

Podnosimy oczy ku niebu, do gwiazd. Nieboskłon przecinają autostrady świateł. Mienią się na zielono, fioletowo i niebiesko.

Zorza polarna – zapowiedź nadejścia upragnionej Gai…

Pojawiła się.

Ona.

Pomiędzy snopami światła tryskającymi z nieba. Zorza otulała ją jak zwiewna suknia.

Wszystkie trzy kamienie zebrane w jednym miejscu zapulsowały światłem. Cieszyły się, że ich matka wróciła.

Gaja uniosła dłonie w dającym otuchę geście, a nasiona pękły. Z ich wnętrza wystrzeliły pędy i oplotły ręce bogini.

Teraz już będzie dobrze – przemówiła Gaja. – Nie zmarnowaliście szansy, którą Wam dałam. Wymazałam już z pamięci wasze winy. Zaczniecie wszystko od początku.

Zaczęło wschodzić słońce.

*

Ten album był trudny do opisania, mimo oczywistego przekazu. Tworzy całą historię, ale każda piosenka z osobna również jest pewną opowieścią. Tematyka jest nieco podobna do opisywanej już przeze mnie płyty Scylli. Płyta „Into Zero” jest ukłonem w stronę fanów poprzednich płyt, jednak jest od nich znacznie bardziej rozbudowana. Można mieć wrażenie, że brzmi nieco bardziej „komercyjnie”. Każda z piosenek ma do zaoferowania coś ciekawego – na ten przykład „The Empress” bardzo kojarzy mi się z dawną muzyką Within Temptation („Mother Earth” w wydaniu death 😊).

Pewnie czekacie na informację, którą piosenkę okrzyknęłam mianem epickiej? Cóż… Tym razem było mi naprawdę ciężko, bo pojawiły się dwie takie – wspomniana już wcześniej „The Empress” i „White Kanvas”. Jednak chyba odrobinkę bardziej wolę tę pierwszą ze względu na bliższy memu sercu styl muzyczny.

To była długa droga. Mam nadzieję, że czytało się Wam tę recenzję równie przyjemnie jak mi ją pisało. Myślę, że już wiecie, dlaczego ta płyta tak mnie zachwyciła. Ale czy zachwyci tez Was?

Czy czujecie się gotowi na przygotowanie nasion Gai do wykiełkowania?

Jakim jesteś człowiekiem – czytelniku?

 

 

Rise to Fall – Into Zero (2018)
1. The Descendant
2. In the Wrong Hands
3. Acid Drops

4. House of Crosses
5. Virgin Land
6. The Empress
7. Temptation Feeds on our Weaknesses
8. Zero Hour

9. Effects of the Terrestrial Syndrome
10. Survivor
11. Game of Appearances

12. White Canvas

Płytę możecie kupić na stronie sklepu Rise to Fall

Więcej informacji o Rise to Fall znajdziecie na stronie zespołu.

 

Leave a comment